JAKUB KRAWCZYK

On prezes
Mam organizacyjne ADHD. Już w gimnazjum miałem problem, żeby usiedzieć w jednym miejscu i nie dać powodu wszystkim dookoła do wysłania mnie do klasztoru, bo tam są cele, w których można zamknąć mnie na klucz. Więc teatr był zamiast klasztoru i zamykanej celi, bo na scenie wolno więcej niż w klasie. Z klasą jakoś też wtedy pojechaliśmy do teatru i tam zafascynowała mnie ta teatralna machina! Magia!

Wsparcie w podejmowaniu życiowych decyzji przyszło z najmniej spodziewanej strony, tzn. z kiosku Ruchu w postaci zakupionego na fali ówczesnej mody Kalendarza Chłopaka. Zaraz po zakupie przystąpiłem do rzetelnego wypełniania kompetentnie przygotowanych przez redakcję testów, odpowiadając na ważkie, w kontekście mojej przyszłości, pytania o mój ulubiony kolor i piosenkarza. Wyszło, że przede mną tylko dwie możliwości: dyplomacja albo aktorstwo. Ponieważ byłem już raz w teatrze, a w dyplomacji nigdy, wybrałem to drugie i oto jestem! No tak, po drodze były jeszcze wątpliwości i przeszkody: dziewczyna, która twierdziła, że się nie nadaję i kolejna, która oczywiście, była odmiennego zdania.

Widzę siebie na egzaminach do szacownej uczelni w Krakowie. Drugi etap, na głowie lok, na kompletnie nieprzygotowanym do ruchu scenicznego ciele polski len, lico w kolorze rak polski od świeżo pozyskanej basenowej opalenizny i świat u stóp. Akademia Sztuk Teatralnych w Krakowie, WTT w Bytomiu to było w pierwszej chwili jak zesłanie (czyli jednak klasztor), ale tylko na początku. Moje ciało, już bez polskiego lnu, pokochało ruch, poczuło scenę. Więc idę w to – z jakim rezultatem, skutkiem? Czas pokaże!